Haletha
26 grudnia 2006, 21:34
No to w takim razie zaczynamy. Wiedziona doświadczeniem z innego forum proponuję pisać odcinki innym kolorem, żeby wyróżniały się spośród komentarzy. Na dobry początek zarzucę kawałek. Oczywiście treść, imiona i funkcjie bohaterów mogą jeszcze ulec zmianie.
Na pokładowym chronometrze zwanej przez załogę Latającą Holerą transgalaktycznej pirackiej łajby Małpilus dochodziła godzina dwudziesta pierwsza, gdy wydarzył się ten wypadek. Sam w sobie nie miał wielkiego znaczenia - ot, drobny błąd nawigatora, cała sprawa mogłaby spokojnie obyć się bez konsekwencji. Traf chciał jednak, iż autorzy uczonych ksiąg, które miały dopiero powstać, uznali tę właśnie chwilę za przełomową w dziejach Trzeciej Ery. Nam zaś wszakże nie wypada się spierać z historią. Zamilknijmy przeto i pozwólmy jej mówić własnymi słowy...
Planetoida pojawiła się znienacka i nie wiadomo skąd. Wychynęła z mroku z prędkością teraźniejszości, jak zapewne określiłby to poetycko któryś z pierwszych bywalców forum „Science Fiction, Fantasy i Horror” (z czasów zanim jeszcze periodyk wszedł do kanonu akademickich podręczników). Jej chropowata kulista powierzchnia majaczyła teraz gdzieś w okolicach przedniej szyby, cały czas niepokojąco przybierając na wielkości. Tutaj trzeba było działać szybko.
Z mesy wybiegło kilka malowniczych postaci, które przy odrobinie tolerancji można było wziąć za oficerów. Potrącając się w pośpiechu dobiegły korytarzem do sterowni. Nastąpiła mała przepychanka, rozległo się kilka zduszonych przekleństw. Ktoś wykonał piruet na rozmazanym po podłodze maśle orzechowym. W końcu jednemu z mężczyzn udało się sprytnie wyślizgnąć z grupki walczących i zawładnąć fotelem pilota. Przełączył sterowanie na ręczne i gwałtownie skręcił w bok, ratując okręt przed zawarciem bliskiej znajomości z planetoidą. Tymczasem pozostali piraci głucho odbijali się od ścian, jedno po drugim lądując na podłodze. Pancerne drzwi otworzyły się po raz drugi, tym razem wylatując z zawiasów. Do sterowni wbiegło siedmiu rozespanych majtków w różowych majtkach, którzy poczęli w panice biegać dookoła. Holera stęknęła, zatrzeszczała i wyhamowała. Gdy zaś przebrzmiała już kanonada wypadających z rozmaitych skrytek torebek, paczuszek i puszek z podejrzaną chlupiącą zawartością, nastała wreszcie względna cisza. Upragniona, aczkolwiek nie przez wszystkich. W kosmicznej próżni zawisło nieuchronne pytanie.
- Do stu tysięcy SuperNowych: nawigatorze, co to było?
- Ee, melduję, że planetoida, panie kapitanie – odparł niepewnie zapytany mężczyzna masując stłuczony podczas upadku łokieć.
- Tyle to i ja wiem, QCF! Darujmy sobie oficjalne tytuły; zamiast tego wyjaśnij nam gdzie właściwie jesteśmy i jakim cudem ten kosmiczny śmieć znalazł się na naszej drodze.
- Nie mam pojęcia! Ostatnio, zanim pochlaliś... to jest zanim oddaliśmy się omawianiu planów strategicznych, mijaliśmy Pas Rodiona. Planetę Fars też mamy już za sobą. Przysiąłbym, że widziałem powitalny napis „Fars wita was”. Tylko te radary...
- Gorat ma rację – wtrąciła kobieta w zielonym kombinezonie – Stan radarów był ostatnio sprawdzany na Wielkanoc. A system nawigacyjny...
- Cicho bądźcie, bo coś się zbliża!
Istotnie od tyłu zbliżało się Coś, co wyglądało na kolejną przygodę. Oficerowie, obyci w podobnych sytuacjach, odrychowo zareagowali w sposób godny profesjonalistów. Zajęli najlepsze miejsca w różnych częściach pomieszczenia, wlepiając pełne tęsknoty spojrzenia w wejściowy właz. Cisza stała się niemal idealna. Tylko Gorat pozwolił sobie na delikatne westchnięcie ulgi. Może wykazanie męstwa przy nadarzającej się właśnie okazji pozwoli mu uniknąć dalszej reprymendy.
Zbliżało się. Można to było poznać zarówno po rosnącym szumie, jak i wzmagającym się napięciu. To Coś wcale nie było małe.
- Ach, Pako, uwielbiam takie momenty. Jak myślisz, co to może być? - gremlin żeńskiego rodzaju uśmiechnął się marzycielsko.
- Nie wiem, Elam. Lepiej podaj mi lunetę. Chyba właśnie na niej siedzisz.
- Nie, to butelka po Nikityczówce. Luneta jest pod Lu.
- Kapitanie Mawete, posuń się trochę, wszystko mi zasłaniasz.
- Nie Mawete, tylko mawete. Zresztą nieważne, może faktycznie w powieści twoja wersja będzie lepiej wyglądać.
- Cicho bądźcie, nadchodzi!
Oczekiwane Coś definitywnie zbliżyło się do Małpilusa. Nasi bohaterowie najpierw usłyszeli posapywanie, potem zaś odgłos, jaki zazwyczaj kojarzy się z pazurami skrobiącymi metal. Długimi i mocne pazurami. Właz nieznacznie się wybrzuszył, po czym wyleciał w powietrze.
- O rany, to niemożliwe...
Majtek w różowych majtkach gapił się z rozdziawioną buzią na stwora, który właśnie szykował się do wejścia na pokład. Prawdziwy Krakers... Mityczny potwór, którego nie miało dotąd okazji ujrzeć wielu śmiertelników. Ujrzeć i przeżyć, uściślijmy. Pogrążony w rozmyślaniach chłopiec nierozważnie wykonał kilka kroków do przodu. Uchybił tym nieco regulaminowi, który w razie rozróby nakazywał nie przeszkadzać oficerom i trzymać się za nimi. Te kroki były wszelakoż jego ostatnim wykroczeniem. Krakers ochoczo skoczył do przodu i jednym kłapnięciem pozbawił nieszczęśnika głowy.
To był oczekiwany sygnał. Wszyscy zaczęli gorączkowo przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu jakiejś broni. W kąt ciśnięto po kolei papierki po batoniku Fars i County, cztery otwieracze do butelek, pilniczek, dezodorant i trzy obgryzione kredki. Kobieta w zielonym kombinezonie dopadła pulpitu i uruchomiła jakiś mikrofonik.
- Halo, Tort-uga? Tu Haletha, znaczy Żółwik. Chyba będziemy potrzebować wsparcia. Podaję nasze współrzędne: 90-60-90, a potem jeszcze 2586 kroków. Czy mnie słyszycie? Odezwijcie się! Czy...
- To na nic – Mawete pod stertą gazet wreszcie odnalazł swój ulubiony miotacz – Łączność też siadła. Jesteśmy zdani tylko na siebie.
- Wygląda na to, że właśnie wybiła nasza ostatnia godzina – rzekł filozoficznie Pako.
- Może nie... – gremlinek potrząsnął głową – Przecież nie wiemy jeszcze co się wydarzy. W każdej chwili możemy się spodziewać nagłego zwrotu akcji. Jakiegoś Deus ex Machina. A może ten Krakers da nam spokój? W końcu nie powinien być głodny, zjadł już majtka.
Potwór tymczasem kichnął i postąpił do przodu...
Dalej, panie i panowie, kto wykończy Krakersa?
elam
26 grudnia 2006, 21:58
ojej, Haletho, a ja wlasnie siedze i pisze poczatek... no dobra, wymysle cos innego.
nazwe okretu mialam: Latajaca Holera taka luzna propozycyjka. Malpilus tez niezly
editek:
- Mogę? – gorat spojrzał z nadzieją na mawete. – panie kapitanie? Ja mogę?
- Cała nadzieja w tobie!
- Dawaj, gorat!! – załoga była jednogłośna.
- Tylko uważaj na podłogę – mruknął mawete. – jak przepalisz...
- I na moje paznokcie – dodała Lu.
- Ech, a ja pewnie znowu będę musiał sprzątać – westchnął Rodion.
Gorat pełnił na statku funkcję nawigatora. Robił to bardzo dobrze. Był dość cichym i zdyscyplinowanym członkiem załogi, pod warunkiem, że nie wchodziło mu się w drogę.
Musimy tu uściślić, że w skład załogi wchodziła zbieranina wielu zawodów i ras; możnaby powiedzieć, śmietanka kryminologiczna galaktyki.
Wspominaliśmy już Lu, piękną femme fatale, specjalistkę od broni palnej, rakiet, bomb i ogólnie wszystkiego, co może zrobić BUM; była Haletha, oficer łącznościowy, lubująca się w zielonym kolorze; był gorat, z gatunku kwasowych alienów, obłaskawiony jakoś przez mawete i nieomal oswojony. Chociaż trzeba było uważać, żeby się nie ślinił... Był Pako, początkujący zdolny hacker, który jednak miał pecha i musiał uciekać z rodzinnej planety, gdzie naraził się gubernatorowi, umieszczając jego prywatny zbiór video w tamtejszym internecie... Był doktor Tom Cich, specjalista od xenobiologii i wszelkiego rodzaju mutacji; - Byli też inni, w końcu to wielki statek. Ale innych przedstawimy później, w miarę potrzeby.
Gorat wygramolił się zatem z fotela i wyprostował. Stojący gorat, to zawsze robiło wrażenie.
- Cześć, kuzynku. – wysyczał w stronę potwora. – Chcesz się pobawić w AvP?
- RRR.
- No, fajnie. – goratowi zaświeciły oczy. Przez chwilę jeszcze zachował zdrowy rozsądek, obrócił w stronę załogi, zapytał niemal nieśmiało.
- Naprawdę, mogę??
- TAAAAK – odwrzasnęła załoga, gdyż Krakers brał właśnie za kolejnego majtka, który ze strachu zdążył już zgubić majtki. – BIERZ GO !!!
- AAAArrrrggggghhhh!
- IIIIAAAAAAA!!
- Ciach!
- Kryć się! – zarządził mawete. – maski włóż!
- AAARRRRR!!!
- Ciach! Szaaaast!
- Ewakuacja pokładu! Wszyscy na pokład trzeci!
- AAAAAAAAAAARRRRRRRRRRGGGGGGHHHHH!!!!
- Ktoś musi pilnować sterów!
- Ratunku!!
- IIIIII !!!!! IIIAAAAAUUUU!!!
- AAARRGGGHH!! Ciach! CIAAAAACH!!!
- AAAAII! AAUU!!
- Właczyłem autopilota!
- AUUUUUUU!!!!
- Brawo, Pako! Dobra, wszyscy są? Odcinam pokład drugi!
- Myślicie, że gorat sobie poradzi? – Pako z niepokojem spoglądał w stronę śluzy.
- Stawiam dwa do jednego na naszego Aliena. – mawete złapał już oddech.
- Eee bo i jakiś marny ten predzio...
Na późniejsze zdarzenia spuścimy kurtynę, by nie szokować młodzieży scenami o wyjątkowym okrucieństwie. Krótko mówiąc, gorat pokazał, że drużyna mawete żondzi, a Rodion wszystko posprzątał, jak należy (Lu i Haletha nie mogły, bo to zaszkodziłoby ich cerze, Pako jest zbyt młody i wrażliwy, mawete – jak to kapitan, nie robi nic, jeśli mu nie zapłacą, a gremlinek nie chciał sobie pobrudzić futerka) Sprzątanie polegało oczywiście na zagonieniu i nadzorowaniu kilku majtków z wiadrami i mopami; do czego zabrali się dość ochoczo wierząc, że pomoże im to w awansie. Tylko kadet Martva krzywiła się na wycieranie krwi, tłumacząc, że na jej rodzinnej planecie wszyscy są wegetarianami...
- Hy hy. Ona wierzy, że te niby kotleciki sojowe, co jadła w środę, naprawdę były sojowe? – uśmiechnął się gremlinek pod noskiem. – A niby skąd ja jej tutaj soję wezmę, co? Hy, hy... świnki kosmiczne, to co innego... świnki kosmiczne, odpowiednik świnek morskich, stanowił ważny element diety załogi...
...
Pomimo głośnych protestów Pako , gremlinek rozpoczął trzecią godzinę urzędowania w łazience.
- Idź sobie do drugiej.
- W drugiej Lu już od godziny robi sobie manicure. No co jest, do ciężkiego motyla, dwie łazienki na statku i człowiek zębów umyć nie może? ?
- Mrrr... Muszę dbać o futerko. – odparł gremlinek i odkręcił kurek z gorącą wodą.
Pako kopnął ze złością w drzwi, spod których wylewała się już piana o zapachu bzu i skierował sie w stronę drugiego pokładu. Może Lu już skończyła... Na gremlina nie ma rady. Niby sympatyczny futrzak, ale nigdy nie wiadomo, co takiemu siedzi w tej kudłatej głowie. Potrafi być złośliwa, mała bestyja. Tylko dla Rodiona jest zawsze miły.
To Rodion przywlókł gremlinka na pokład Latającej Holery, jako maskotkę. Powiedział, że prawdziwi piraci zawsze mieli jakieś zwierzątko; małpę, papugę, gremlinka. Rodion mądry jest, dużo komiksów w życiu obejrzał, to i zna się na takich rzeczach. Pako mu ufał.
Rodion był na Latającej Holerze pierwszym oficerem, i najlepszym kumplem kapitana mawete.
Nikt do końca nie wiedział, dlaczego zostali kosmicznymi piratami. Cóż, może, jak każdy mężczyzna w pewnym momencie życia, poczuł potrzebę przygody? A może rzeczywiście był z natury zły? Eee.. Rodion... zły? Nie... nie ma lepszego pirata nad Rodiona. Jedynym jego grzechem była nadmierna słabość do niuńka, którego zwykł używać niestety zbyt często, przez co był poszukiwany w kliku układach słonecznych, w tym we dwóch bodajrze dead or alive, z preferowaniem tej pierwszej opcji...
A może po prostu ktoś w końcu zapłacił mawete na tyle, że zechciało mu się ruszyć na wyprawę i namówił też na nią przyjaciela przy pomocy kilku skrzynek Oriońskiego Mocnego.
W każdym razie, od kilku tygodni Latająca Holera pruła podprzestrzeń w kierunku układu Minas Nursis.
Tam czekał na nich – podobno – wielki skarb. Wystarczyło tylko odebrać go okrutnemu hegemonowi Nursowi...
Ale po drodze na naszych bohaterów czekało jeszcze wiele niebezpiecznych, dziwnych i śmiesznych przygód...
- Widzieliscie, co gorat wydobyl z brzucha Krakersa? - zapytal mawete przy kolacji.
- Nie? A co?
... i oto wlasnie nadchdzi przelomowa chwila w historii trzeciej ery ludzkosci...
Romek P.
26 grudnia 2006, 22:59
...w tym potwór Romulus, który żywił się ciepłymi silnikami rakietowymi. A teraz był głodny, bowiem wszystkie cywilizacje w pobliskich układach gwiezdnych wyżarł dawno temu, a był zbyt leniwy, aby szukać żarcia dalej.
Dostrzegając nadciągające jedzenie, zatarł szczękoczułki i mniamnął, po czym skoczył w tę stronę, robiąc jednoczesny skręt, zwin i nadprzestrzenioskok, aby uniknąć typowej zapory ogniowej...
elam
26 grudnia 2006, 23:06
ups, Romku, moj maly edit (ostatnie 3 linijki) ktorym chcialam nawiazac do wstepu Halethy, szedl dluzej, niz twoj post, wiec...
moze rozwiniesz swoja mysl?
prosba do forumowiczow - zamieszczamy dlugie kawalki, niech to nie bedzie "opko w kolejarza"
my tu chcemy z Haletha powazny , tj spojny tekst wyprodukowac
no i jaka nazwa statku?
Romek P.
26 grudnia 2006, 23:22
Nie no, Elam, ja co miałem napisać w tej chwili, to napisałem: teraz problem zrobił się _podwójny_
Jakby tu rzec... hm... czasem dobrze jest długo, ale czasem... krótko
gorat
26 grudnia 2006, 23:32
Jak ktoś jeszcze raz pomyli zerga z tym kurduplem alienem, to będzie miał krwawą wizytę nocą.
elam
26 grudnia 2006, 23:33
- edytuj, Romku, edytuj
_ gorat, ze co??
Romek P.
26 grudnia 2006, 23:38
elam:
- edytuj, Romku, edytuj
Edit: treść zwietrzała jak pleśń ekspresowa, zatem ją wyciąłem
elam
26 grudnia 2006, 23:40
ale Krakersa gorat zalatwil..
prosze napisz cos dluzszego, lub przynajmniej zacznij...
musi byc ten przelom w historii ludzkosci..
Romek P.
26 grudnia 2006, 23:43
Elam, zmyliłaś mnie. Noż właśnie wydawało mi się, że Krakers zabity, a Twoje ostatnie zdanie sugerowało, że trza powołać do zycia nowego potwora. To i powołałem.
Idę spać
gorat
26 grudnia 2006, 23:47
elam, jak to o co? O ten kwas. No sorry, mam inne metody, niż opluwanie przeciwników, szczególnie po zgonie
Rodion
27 grudnia 2006, 00:01
No... no,no!
Chyba wiem jak to narysować
Za pomysł
PS. Gremlinku, odgryzę się!
Studnia
27 grudnia 2006, 02:01
Kontynuuje od Romka:
...niestety nie wziął pod uwagę pobliskiej planety oraz jej studni grawitacyjnej przez co jego przemyślany manewr spalił na panewce. Efekt był taki że potwór Romulus rozminął się z "Latającą Holerą" o kilka setek kilometrów... Podobno wciąż tak szybuje przez przestrzeń szukając jakiegoś punktu zaczepienia...
Tymczasem na pokładzie statku pirackiego załoga przyglądała się zawartości żołądka Krakersa. A było co oglądać. Od zwykłego kosmicznego śmiecia, poprzez tablice rejestracyjne statków kosmicznych, głowę majtka, jakiejś dziwnej człekokształtnej kupy złomu aż do...
Ani kapitan mawete, ani obieżywszechświat gorat, rezolutny gremlinek, czy kończący sprzątanie Rodion nie wiedzieli co to dokładnie jest, ale wiedzieli że to jest TO. W końcu Pako nie wytrzymał:
- Eee... Kapitanie, co to jest?
- No to jest... Ten, no... Więc...- mawete oglądał znalezisko ze wszystkich stron - No wiecie...
-Nie wiemy! - załoga zgodna jak nigdy odpowiedziała chórem, co wyprowadziło trochę kapitana z równowagi
-Rodion! Czemu to jeszcze nie posprzątane? Złom wyrzucić, TO oczyścić i przetransportować do mojej kajuty. Wykonać!!
- Ale kapitanie - Lu kokieteryjnie spojrzała na kapitana - a co z tym? - zapytała pokazując dziwny człekokształtny złom.
- Jak to co, przecież powiedziałem, złom wyrzucić
- No ale to mi się tak jakoś podoba... - Lu skromnie spuściła oczęta i zatrzepotała rzęsami. Takich argumentów kapitan nie mógł i nie potrafił zlekceważyć
- A bierz to w cholerę... Tylko żeby nie było jak poprzednio jak dorwałaś tego Robocopa czy Nexusa, nie pamiętam... A po miesiącu mu obwody przepaliło. A tak swoja drogą to coś Ty z nim robiła?
- Panie kapitanie mawete... - Lu ponownie zawiesiła wzrok, tylko tym razem to spojrzenie spowodowało że kapitan nerwowo pomacał się po śliniankach - ...o pewne rzeczy nie powinno się pytać kobiet.
- Hej, ja to poznaje! - krzyknął doktor Tom Cich pokazując na obiekt zainteresowania Lu - To S.T.U.D.N.I.A.!
- Studnia?
- Nie studnia, tylko S.T.U.D.N.I.A. Serwujący Tanie i Upadlające Drinki Na Imprezach Android. Ludzie toż to Barman Robot ! Jesteśmy uratowani! W końcu będzie można uruchomić kantynę na dolnym pokładzie! - doktor był uradowany.
- No dobra - mawete ponownie przejął inicjatywę, w końcu to on był kapitanem tego kosmicznego cyrku - Pako, Lu zabrać tą kupę złomu, wyczyścić, uruchomić, sprawdzić jaki ma system operacyjny i przystosować do go naszych potrzeb...
I tak oto nieświadomie załoga "Latającej Holery" odwlekła w czasie przełomową chwile w trzeciej erze ludzkości skupiając się na... No właśnie, czy doktor Tom Cich nie popełnił jednak pomyłki?
Będę jeszcze żałował tego rozwinięcia swojej ksywki, oj będę... No ale czego nie robi się dla sztuki
Tomcich
27 grudnia 2006, 02:50
No to mój debiut literacki. Proszę o wyrozumiałość.
Podczas czyszczenia i składania Studni do kupy, nagle Lu zauważyła, że na jego palcu u nogi lśni pierścionek. Gdy go zaczęła dokładnie oglądać, w drzwiach pojawił się kapitan. Miał typową dla pirata zdolność wyczuwania alkoholi, hiszpańskich dziewczyn oraz możliwości zdobycia czegoś cennego. Szybko przejął inicjatywę, a właściwie pierścionek w swoje ręce. Ponieważ jednak było za dużo świadków, aby móc spokojnie przywłaszczyć zdobycz dla siebie zwołał w nowo otwartej kantynie naradę. Wszyscy obecni usiedli w barze i popijając to co serwował Studnia debatowali nad znaleziskiem.
- Skąd to masz? - zapytał mawete Studnię serwującego mu kolejną porcję miodu wenusjańskiego.
- Prezent urodzinowy - odpowiedział Studnia - to mój sssskarb. Podać komuś coś jeszcze?
- Twój - roześmiał się mawete - teraz to jest mój, znaczy się, nasz - szybko się poprawił widząc skupiony wzrok załogi na swojej osobie. A wiadomo, że na pirackim statku sprawiedliwość musi istnieć (to nie polityka) i łup dzielony jest po równo.
-Taki malutki pierścioneczek - rzekł i puścił go w obieg wśród obecnych w mesie. Pierścień był nie za duży, akurat w sam raz na duży palec u nogi, ale mieniący się wszystkimi kolorami tęczy. Skrzył się, błyszczał i wyglądał tak cennie, że prawie każdy pirat zapragnął go mieć na własność, jako osobisty "ssskarb". Każdy z siedzących oglądał go z mniejszym lub większym zainteresowaniem. Jedynie Gremlinek pozostawał odporny na uroki świecidełka, zerknął jednym okiem i rzekł sobie w duchu:
- E tam, pierścionek. Jakby to były koraliki to i owszem, a tak to nic specjalnie ciekawego.
W końcu błyskotka ponownie trafiła do rąk Lu, która wreszcie miała okazję obejrzeć go fachowym okiem i stwierdziła:
- Ale tu jest chyba coś napisane, tylko jakimiś dziwnymi krzaczkami.
Ozdobę natychmiast przejął Rodion, który potwierdził jej słowa i zadecydował.
-Idziemy do Pako, do kabiny nawigacyjnej. Może on coś znajdzie na temat tego pierścienia w naszych zasobach komputerowych.
Pełniący akurat wachtę w sterówce PAko, ostudził jednak ich zamiary:
- Po pierwsze, to teraz nie mogę niczego sprawdzić, bo jestem na ostatnim poziomie GTA 56878915, po drugie to aby odpalić tą gierkę na naszym złomie musiałem połączyć wszystkie dostępne procesory i przez to mocy obliczeniowej brak, a po trzecie to może najpierw zainteresowalibyście się tym ustrojstwem co próbuje nam się do silników dobrać, co? Studnia grawitacyjna oddaliła go od nas trochę, jednak skubaniec znowu nas wyczuł. Przypuszczam, że ani działka laserowe, fazery czy torpedy fotonowe nam tu nie pomogą.
Faktycznie, na zewnątrz Latającej Holery słychać było coraz wyraźniejsze odgłosy mniamania zbliżającego się potwora.
- O to Pako się nie martw - powiedział Tom Cich (nawiasem mówiąc potomek TEGO Ijona Tichego), który akurat wszedł do kabiny.
- Jako xenobiolog znam akurat ten gatunek Romulusa. Wystarczy nadać przez głośniki zewnętrzne śpiew ciężarnej samicy humbaka, a zobaczysz jak się zacznie nami opiekować. Po prostu krzywdy nie da nam zrobić.
- Tylko skąd ja wezmę śpiew humbaka, żeby to w eter puścić - zmartwiła się Haletha.
- Proszę bardzo, płytka z nagraniem już przygotowana - rzekł Tom Cich wręczając jej nagranie - akurat wczoraj na kablówce leciał jeden z odcinków Star Treka, ten z humbakami. Tylko nadaj odpowiedni fragment i nie pomyl go ze śpiewem godowym, bo jak się nam Romulus rozochoci i dobierze do statku może być nieciekawie! - rzucił jeszcze z krzywym uśmiechem za oddalającą się Halethą.
Ona nie była jednak do końca przekonana co do tej metody (podobnie jak i większość załogi). Rzuciła tylko:
- Ciekawe jak on to usłyszy, jak tam na zewnątrz jest próżnia.
- Nieważne jak, ważne że działa - stwierdził filozoficznie Tom Cich i oddalił się do swojej pracowni dalej kroić robale i galaretę, podśpiewując cicho stary przebój Setowców "Dobry robal, to martwy robal. QCG!"
- Skoro już problem tego stwora za burtą został rozwiązany, może wrócimy do sedna sprawy - rzekł mawete popijając Oriońskie mocne. - To co tam pisze?
Pako z niechęcią oderwał się od kolorowego monitora, na którym postać przez niego kreowana dawała łomot Sędziemu Dreddowi.
- No dobra, to rzućcie mi ten tekst, zobaczymy co on oznacza.
Po chwili wszyscy obecni w sterówce wpatrywali się w ekran komputera.
- Hmm, co to może znaczyć? - zastanawiał się mawete patrząc na rząd krzaczków przepływających po monitorze - Bez butelki "nie rozbieriosz" stwierdził na końcu i pociągnął znowu łyk Oriońskiego.
- A może wezwać Anko - zaproponował Gremlinek - nie dość, że się zna na krzaczkach, to każdy tekst potrafi dogłębnie zinterpretować.
Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Anko wystarczył tylko jeden rzut oka na monitor, żeby stwierdziła:
- Ten pierścień to po prostu mapa. Wskazuje miejsce ukrycia jakiejś wielkiej tajemnicy, niestety musimy się udać do jakiejś góry na planecie w pobliżu Minas Nursis.
Kapitan mawete na te słowa tylko się uśmiechnął. I tak udawali się w tamte strony aby odebrać Nursowi jakiś skarb, a teraz przy okazji będą mogli uzyskać jeszcze jakąś wielką tajemnice. Między jednym, a drugim łykiem Oriońskiego zdążył sobie wykombinować, że jak tajemnica, to pewnie opłacalna. Nawet jeśli samemu się nie skorzysta, to zawsze można ją komuś odsprzedać, albo użyć do szantażu. A że to w pobliżu Minas Nursis, cóż jak to mawiali starożytni wikingowie "No risk. no fun". Nieodległa perspektywa spieniężenia marzeń dodała mu energii.
- Gorat - krzyknął - wyznaczyć nowy kurs na Minas Nursis. Lu przygotuj swoje zabawki, na pewno będzie gorąco, Pako możesz już zacząć rozgryzać ich systemy zabezpieczeń. (Co trudne nie powinno być bo słyszałem, że w tamtym rejonie dalej trwa remont). No i niech mi jakiś majtek skoczy po kolejne piwo do Studni. QCF!!! Swoją drogą, ten Studnia to dobry nabytek, ma niezłe źródło miodu wprost z KKP.
I tak Małpilus, pieszczotliwie nazywany przez swoją załogę Latającą Holerą, powoli ruszył wyznaczonym mu kursem w kierunku gwiazd będących jego przeznaczeniem, a za nim, wesoło pląsał zasłuchany Romulus w którym obudził się głęboko do tej pory skrywany, instynkt opiekuńczy.
Trzecia era ludzkości czaiła się za progiem.
elam
27 grudnia 2006, 06:08
TOMCICH - !!!!!!!!!
REWELACJA !!!!!
i dzieki za nieczulosc na pierscionki. koraliki rules !!!
Pako
27 grudnia 2006, 10:39
Czekam na dalsze częsci. Sam na razie nic nie skrobnę, ciut żem zajęty, ale od tego się oderwac nie umiałem, takie to radosne
Lynx
27 grudnia 2006, 10:43
Mrrrr, miau chcę jeszcze !!!
Studnia
27 grudnia 2006, 10:57
Wiecej, więcej, WIĘCEJ!!
Haletha
27 grudnia 2006, 12:00
Lord Nurs zasiadał w niewielkiej komnacie, na tronie obitej futrem niepokojąco przypominającym futro gremlina. Na palcu miał sygnet w kształcie głowy Aliena. Przed nim wisiała w powietrzu dziwaczna kula, z której wystawały różnorakie kable i przyciski. Był to Palantir. Oficjalnie służył ekscentrycznemu arystokracie do gry w palanta, przyboczni Lorda wiedzieli jednak, iż jego znaczenie jest o wiele bardziej skomplikowane. Aktualnie wewnątrz kuli kołysał się nieco pogruchotany okręcik, dookoła zaś łagodnie sypał śnieg.
- QCF, znowu śnieży! – zamiotał się Nurs i potraktował kulę delikatnym prawym sierpowym. Obraz zamazał się i definitywnie wysiadł.
- Khem, khem, panie...
Nurs odrzucił na ramiona czarny kaptur i spojrzał bystro na przybyłego. Od razu widać było, iż obaj mężczyźni znają się bardzo dobrze. Świadczyła o tym pewność, z jaką nowa, spowita w błękitny płaszcz postać poruszała się po prywatnym pomieszczeniu lorda. Nie rzucała zaciekawionych spojrzeń na boki, szła za to z głową konsekwentnie wciśniętą w ramiona, co dziesięć kroków składając profesjonalny ukłon. Tuż przed tronem padła na kolana.
- A więc jesteś, kapitanie Charku. Co masz mi do powiedzenia? Pogłębiłeś już wiadomości o tych... osobistościach?
- Wiem niemal wszystko, panie. Dotychczas nie zawracałem ci głowy w przekonaniu o nieszkodliwości załogi tego stateczku. Teraz jednak sytuacja zmieniła się diametralnie. Pojawiło się zagrożenie.
- Do rzeczy. Tylko od początku. Kim oni są?
- Kadra oficerska Latającej Holery to starzy przyjaciele, miłośnicy fantastyki. Pochodzą z różnych planet naszego Związku. Poznali się na pewnym forum dyskusyjnym, później zaś zaczęli grać razem w RPG o piratach. Ich siedzibą jest Tort-uga, na której odbywają się konwenty fantastów i militarystów. Napisali wspólnie przygodową powieść w odcinkach, która wygrała potem literacki konkurs o Nagrodę Małpilusa. Wygrali okręt o profesjonalnym wyposażeniu i postanowili zostać piratami naprawdę. Przemianowali nazwę statku na własną i wyruszyli w kosmos. Wiedza większości z nich pochodzi z książek i filmów, przypuszczałem więc, że znikną równie szybko, jak się pojawili. Gdy jednak dokonali kilku spektakularnych zwycięstw, potem zaś załatwili Krakersa...
Lord zmarszczył lekko kształtne brwi i zamyślił się. Cała sprawa zaczynała go coraz bardziej intrygować.
- Opowiedz coś o nich samych.
- Bonetti – kapitan Chark pogrzebał w kieszeni, by wydobyć z niej czyjąś pogiętą i poplamioną fotografię – Na Latającej Holerze sprawował urząd majtka. Wcześniej był kiperem, oraz autorem takich książek, jak „Bonetti i Tequilla”, czy „Świat Sofii”. Wczoraj Kraken odgryzł mu głowę.
- Co ty mi tu będziesz o trupach opowiadał – zdenerwował się Nurs. Za oknem rozległo się kilka głuchych grzmotów – Ochraniam cię i otaczam opieką, by otrzymywać informacje rzeczowe i konkretne. Interesują mnie Oni. Konkrety, nazwiska, adresy. Kto nimi dowodzi?
Na twarz pirata powoli wypłynął wyraz zrozumienia. Ponownie sięgnął do kieszeni, tym razem wydobywając z niej plik zdjęć związanych błękitną wstążeczką.
- Kapitan Mawete, zwany też mawete. Prawdopodobnie jako jedyny z drużyny odbył służbę wojskową, wybrano go więc na kapitana. Z reguły nieprzekupny, można jednak obłaskawić go piwem Orion.
Gremlinek zwany też Elam. Maskotka pokładowa mająca ogromny wpływ na wszelkie decyzje. Tak, jej pozyskanie do naszych celów miałoby kluczowy wpływ...
Gorat – nawigator. Należy do gatunku rzadko występującego w tej części Związku. Bardzo niebezpieczny, trzeba będzie na niego uważać.
Haletha – oficer łącznościowy. Niebezpieczna tylko wtedy, gdy się zdenerwuje. Ulubiony serial z dzieciństwa: „Wojownicze żółwie Ninja”.
- A ta obok? – Nurs uśmiechnął się półgębkiem.
- Lady Lu, specjalistka od broni i środków wybuchowych. Bombowa, prawda?
Nurs i kapitan Chark rozmawiali jeszcze dość długo, jednak zgromadzonej pod drzwiami komnaty służbie długo nie udało się wychwycić ani słówka. W końcu jednak głosy obu mężczyzn podniosły się.
- Co takiego? S.T.U.D.N.I.A uciekł z najlepszego, strzeżonego przez Krakersy więzienia? Zanim zdążył zdradzić na torturach miejsce ukrycia Pierścienia? Przedostał się na Latającą Cholerę? A ty dopiero teraz mi o tym mówisz?!
- Wybacz, panie, kazałeś mi mówić od początku...
Lord wykonał nieznaczny ruch upierścienioną dłonią. Nieszczęsny pirat trafiony wiązką lasera z krzykiem przekoziołkował w powietrzu, po czym miękko wylądował na sofie pod ścianą. Spod sofy wytoczyła się opróżniona do połowy butelka Nikityczówki.
- Przekażesz swoim ludziom moją wolę. Członkowie tej drużyny jak najszybciej mają zostać schwytani i odstawieni do Minas Nursis. Aresztowanie zostawiam dobrze nakarmiojemu Romulusowi. Nie nawali, prawda?
Nie możemy im dłużej pobłażać. Ich powieść ma zostać wycofana ze sprzedaży. A poza tym uważam, że Tort-uga musi zostać zniszczona. Najlepiej jeszcze dziś.
Nurs zaniósł się złowieszczym, chrapliwym śmiechem. Kapitan po chwili wahania zaczął mu wtórować. Nikt nie będzie przeszkadzał przyszłemu władcy świata w realizowaniu jego tajemniczych planów. Oto nadchodzą nowe czasy, czasy jego panowania. By to się jednak stało, Galaktyka musi zmienić obecny kształt, musi nadejść chwila przełomowa.
Mówiąc szczerze i otwarcie: mała Apokalipsa.
Proponuję, żeby każdy zajął się jednak w szególności swoją postacią/postaciami. Unikniemy w ten sposób bałaganu.
Studnia
27 grudnia 2006, 12:08
Haletha
Proponuję, żeby każdy zajął się jednak w szególności swoją postacią/postaciami. Unikniemy w ten sposób bałaganu.
A ja uważam że nie całkiem... Tak jest ciekawiej, co chwila trzeba się dostosowywać do fabuły, przez co dzieją się naprawdę dziwne rzeczy...
Haletha
27 grudnia 2006, 12:28
Czyli idziemy na całość!
Mam nadzieję, że NURS się nie obraził;)
Studnia
27 grudnia 2006, 12:31
No niby za co ma się obrazić? W końcu jest sprawnym, charyzmatycznym przywódcą o dużym autorytecie wśród poddanych i fajnym płaszczu z fajnym kapturem. Czego chcieć więcej?
Tomcich
27 grudnia 2006, 12:51
Ło matko, przeczytałem to co spłodziłem nocą. To się faktycznie do Biją nadaje, do katowania nowych gollumów. Ten styl, ta składnia i gramatyka, ta grafomania. I też mi się wydaje, że lepiej jak każdy będzie dodawał jakiś epizod do tej historii, a nie opisywał własną postać.
Studnia
27 grudnia 2006, 12:55
Tom Cich, ubolewasz nad swoim tekstem?! Ty się przyjrzyj mojemu...
Pako
27 grudnia 2006, 13:35
Ale tu nie o składnię, gramatykę idzie. Na tym się nie znam zresztą:P Tu idzie o radość twórczą i o efekty
Chociaż fakt, jak podciągnąć styl to też będzie dobrze
I jeszcze jedno - zdecydujcie się: Cholera czy Holera? Holera byla używana od początku wiec niech zostanie
Haletha
27 grudnia 2006, 13:43
Przepraszam, korektor się we mnie odezwał. Już poprawiam.
Fearfol
27 grudnia 2006, 15:58
Lord Nurs długie godziny spędził na swoim tronie obłożonym skórą gremlinka, w pewnym momenicie do jego głowy wypełnionej najczarniejszymi myślami przyszedł pomysł aby pozbyć się wrogów i odzyskać klejnot za pomocą Czarnych Galaktycznych Jeźdzców!
- Ha ha wyśmienicie - zaśmiał się w duszy - przyprowadzić mi tu wszystkich C.G.J ale to już!
W tym momencie jeden z poddanych poczłapał szybko w stronę drzwi, natychmiastowe niespełnienie woli mistrza wiązało się z tak okrutną karą, że wolał nie ryzykować. Chwilę później wrócił do prywatnej sali Nursa.
- Gdzie jeźdzcy ? - zapytał głosem nie cierpiącym zwłoki
- Eee, no jest pewien problem Panie ....
- O co do stu tysięcy beczek Oriona chodzi ? !
- No bo ostał się tylko jeden - C.G.J - Fearfol
- A co z resztą ? Mów szybko nie mam czasu !
- No to oni ostatnio popili sobie trochę na planecie - Spirytus Santi - no i nie są w stanie nic zrobić, więc tylko Fearfol jest gotów do działania.
- Dawaj mi go szybko - nawet jeden elitarny C.G.J powinien sobie poradzić z bandą piratów
W tym momencie to sali wkroczyła postać spowita w mrok - głośnym krzykiem oznajmując swoje przybycie. Zbliżała się powoli, bardzo powoli , można powiedzieć że wcale się nie poruszała. Nagle rozległ się jeszcze przeraźliwszy krzyk i postać nabrała prędkości w tempie szybszym niż Pako opróżnia butlekę Oriońskiego znalazła się obok tronu Lorda Nursa.
- Tak Panie ! - melodyjny głos na wskorś przeszył zebranych w sali
Lord Nurs dokładnie przyjrzał się postaci. Dziwne czarne bojówki opuszczone był nieco, powyżej zauważył bluzę z wypisaną inskrypcją : LIMP BIZKIT. Z pod kaptura wysuwały się czarne jak noc włosy i kosmykami opadały na czoło, poniżej błyszczały złowieszczo brązowe oczy. Ogólnie C.G.J były bardzo niebezpiecznymi "urządzeniami" w rękach doświadczonych czarnych charaktrerów. Ten jednak był wyjątkowy - ten dawny rycerz bard przeszedł na złą stronę mocy - zabił smoka Aggaurusa i nabrawszy sił po spożyciu jego krwi stał się maszyną do likwidowania jedyną jego słabością był podły spiryt i TABAKA, to będzie ważna wskazówka dla walczących z nim bohaterów - ale to później !
- C.G.J Fearfol kazałem po ciebie posłać ponieważ musisz pozbyć się grupy piratów zmierzających w tu na pokładzie Małpilusa, a kapitana Mawete musisz dostaczyc mi żywego - rozumiesz - rzekł Nurs
- Tak Panie - do mózgu Fearfola dolatywały tylko strzępki ze słów Lorda, paliwo lotnicze które pił razem z kolegami dawało mocno po gaże. W każdym razie wiedział tylko kogo i gdzie ma zniszczyczyć.
W tym momencie zapadła głęboka cisza - słychać było nawet wołania o pomoc gremlinków uwięzionych w kopalniach pod Minas Nursus. Czarny Jeździec odwrócił się na pięcie i z głośnym śmiechem pomaszerował do wyjścia.
- Panie , panie ale ja bym mu nie ufał - on jest gotów zagarnąć pierścień dla siebie on jest bardzo nie... - nie dane było dokończyć giermkowi
- Cisza, to już nie ważne, jego głównym celem jest KAPITAN MAWETE ! - hahahahahaha
Lord znów pogrążył się w czarnych myślach i wpatrując się w Palanit czekał aż jego C.G.J rozprawi się z intruzami, a i na niego miał pomysł, jeżeli przyszło by mu do wypranej przez Rock i Rap głowy zapanowanie nad pierścieniem.
C.D.N
Teraz nie wiem czy się Wam to podoba jeżeli tak to będe kontynuował ( chyba że ktoś inny chce ) , a jeżeli nie to zostawice to tak jak jest ! SUPER POMYSŁ Haletha , brawo !!!
Tomcich
27 grudnia 2006, 16:09
Tymczasem nasi bohaterowie, dalej podążali w kierunku paszczy lwa, czyli Minas Nursis, nie zdając sobie nawet sprawy, że oko NURSa spoczęło na ich skromnych osobach, a nieustraszony Fearfol już pędzi na ich spotkanie.
Od czasu ostatnich wydarzeń życie na pokładzie toczyło się w miarę spokojnie i koncentrowało głównie w kantynie, gdzie S.T.U.D.N.I.A serwował przyrządzane przez siebie drinki i dyskutował ze świeżo wyremontowanym Nexusem, androidem-snajperem, na temat tego co im się ostatnio śniło i dlaczego znowu elektroniczne owieczki. Gremlinek z Lu siedziały spokojnie w kąciku, przy stoliczku pod ścianą i zachwycały się nowymi hologramami niejakiego Baala, ściągniętymi z sieci międzygalaktycznej, na których wyżej wymieniony prezentował swoje wszystkie wdzięki.
- Ech, żeby on miał jeszcze ogródek – westchnął cichutko Gremlinek
Oczywiście w kantynie nie mogło zabraknąć Rodiona, mawete, Pako i gorata, którzy grali w kosmicznego pokera, gdzie stawką były udziały w przyszłych łupach.
W tym momencie doszedł ich dźwięk alarmu i przez głośniki łączności wewnętrznej rozległ się głos Halethy, która akurat pełniła wachtę w kabinie nawigacyjnej.
- Kapitanie, odbieram jakiś sygnał ratunkowy z okolic kwadrantu beta mgławicy Wielkiego Sapka.
- A co my GOPR jesteśmy, żeby każdemu na ratunek spieszyć – powiedział Rodion, któremu akurat karta szła i nie miał specjalnej ochoty odrywać się od stolika.
- GOPR, nie GOPR, ale sprawdzić trzeba – odrzekł mawete, któremu licytowanie ostatnio fatalnie wychodziło i na rękę mu było przerwanie gry. – Ruszać się do sterówki, a nóż jakiś fajny pryz się weźmie, jakichś niewolników pozyska, ewentualnie chociaż znaleźne może dostaniemy.
Wszyscy ruszyli z ciekawością na mostek.
- No i co tam widać Haletho? - spytał mawete pociągając łyk z nieodłącznej butelki Oriońskiego.
- Jakiś niebieski statek o nazwie „Bluebell” nadaje sygnał z prośbą o pomoc. Podobno jest atakowany przez zgraję ścigaczy. Hmm, wyglądają mi na statki z Minas Nursis. – dodała po chwili.
- Minas Nursis mówisz - mawete podrapał się po głowie i uśmiechnął – to i dobrze. Włączamy się do gry. Może jakiegoś języka pochwycimy, który coś więcej nam powie na temat tego Nursa. Najpierw wypuścimy jednak Romulusa, dawno biedaczek nie jadł, a potem sami polecimy statkiem zwiadowczym na pokład tej „Bluebell” i zorientujemy się co się tam dzieje. Nexus, Tom Cich, Gremlinek, Lu bierzcie broń i meldować mi się za 5 minut przy włazie!
Po chwili cała grupa zwiadowcza z pełnym wyposażeniem wchodziła na pokład małego łazika. Stateczek oderwał się od Latającej Holery i manewrując pośród szczątków, jakie pozostały po uczcie Romulusa ruszył w kierunku niebieskiej rakiety. Gdy już prawie do niej dolatywali, jeden z milczących i martwo wyglądających statków Nursjan rozpoczął ostrzał. Wybuchy antymaterii zaczęły otaczać łazik piratów i tylko dzięki nadzwyczajnym umiejętnościom pilotażowym gremlinka udawało się je omijać w bezpiecznej odległości.
Lu! – krzyknął mawete - zrób coś z tym draństwem!
- Ta jest kapitanie! – odkrzyknęła Lu i z radosnym uśmiechem nacisnęła spust działka laserowego. Po krótkiej chwili, dokładnie wymierzona salwa rozerwała w oślepiającym błysku statek Nursjan zamieniając go w malutki obłoczek zjonizowanego gazu.
- No i po problemie – skwitował to mawete – dobra robota Lu. A teraz do abordażu! QCF!
Po niedługim czasie grupka piratów wpadła na pokład niebieskiego okrętu. W sterówce zobaczyli dwie kobiety oraz dziwne, zielonookie wężowate stworzenie broniące się przed kilkoma Nursjanami oraz olbrzymim Krakersem.
- No nie, czy w każdej opowieści musi być jakiś potwór! – zakrzyknął zniesmaczony mawete – Ja się z nim bić nie zamierzam, cały czas mi za to nie płacą.
Tymczasem Krakers nie zważając na utyskiwania mawete podniósł się na całą długość swojego cielska i zaczął groźnie wymachiwać wszystkimi odnóżami, szczypcami, szczękoczółkami i co tam jeszcze miał. Porzucił napastowanie kobiet i zwrócił się w kierunku nowego przeciwnika, a konkretnie kapitana.
- Nexus Twoja kolei! – rzekł spokojnie mawete na wszelki wypadek robiąc kilka kroków do tyłu.
Na te słowa Nexus szybko jak błyskawica uniósł swój karabinek snajperski na antymaterię, prawie nie przymierzając oddał strzał i wypalił mały otworek w głowie potwora. Ten rozpaczliwie zamachał łapkami, (czy co tam miał) i upadł na pokład.
- Nic nie może się równać z najnowszym modelem Sako – powiedział Nexus czule gładząc kolbę swojej broni. – Ech, żebyś ty jeszcze gotować potrafiła, to bym się z Tobą ożenił – rozmarzył się na chwilę.
Widząc bolesny i nieodwołalny upadek swojego sprzymierzeńca, pozostali Nursjanie utracili zapał do walki i grzecznie oddali broń.
- Zabrać mi ich stąd! Później ich przesłucham! – rozkazał mawete - A Ty gdzie mi targasz to ścierwo – zwrócił się do Tom Cicha, który szybko podbiegł do stygnącego ciała Krakersa i chwyciwszy go za jedno z odnóży zaczął ciągnąć w kierunku łazika.
- Jak to gdzie – zdziwił się Tom Cich - do laboratorium na Latającej Holerze. Kolejny okaz do pocięcia i kolekcji. Ty wiesz jak trudno o dobrze zachowane ciało Krakersa? Po poprzednim zbyt wiele nie zostało, bo gorat załatwił go kompletnie. – po czym rzuciwszy jeszcze „Dobry robal, to martwy robal” powrócił do poprzedniej czynności.
- No nie, rozumiem oddanie pracy, ale to już przesada. – powiedział mawete do siebie - Jakby jeszcze jakieś skarby lub kobiety zaciągał do tego swojego laboratorium, ale robale? Ohyda!
Tylko mi łazika nie zapaprz! – rzucił jeszcze za Tom Cichem, po czym przeniósł swoją uwagę na uratowane osoby.
- Komu zawdzięczamy ratunek – spytała kobieta ubrana w niebieski kombinezon.
- Jestem kapitan mawete, dowódca Latającej Holery, pirat znany i poszukiwany w większości galaktyk listami gończymi – podkreślił nie bez dumy. – A Wy kim jesteście i co tu robicie?
- Ja jestem Wiedźma, a to moje bliskie przyjaciółki – Dracena i Selithira. Jesteśmy w drodze do Nowego Wrzechświata. Musiałyśmy uciekać z Tort-ugi, która została zaatakowana i kompletnie zniszczona przez najemników Nursa. Na całe szczęście znajdowałyśmy się blisko kosmodromu i mojego statku, więc udało się nam wystartować nim całe miasto zostało zniszczone. To było straszne, z miasta nie pozostał kamień na kamieniu. – powiedziała z żalem Wiedźma – jednak Nursjanie odkryli naszą ucieczkę i ruszyli naszym śladem, dzisiaj udało im się uszkodzić stery i napęd w mojej „Bluebell” Gdyby nie Wy trafiłybyśmy do okrutnej niewoli. Dziękuję – uśmiechnęła się promieniście.
- A dlaczego Nurs rozkazał was pojmać? – zapytał gremlinek
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała Wiedźma kręcąc głową – i co teraz z nami będzie?
mawete czuł, że nie jest do końca z nimi szczera i coś ukrywa. Ale to raczej zrozumiałe, kto ufałby kosmicznym piratom.
- Pójdziecie z nami, - zadecydował w końcu - wasz statek to i tak teraz złom, dalej nim nie polecicie.
Zdawał sobie sprawę, że skoro Nurs chciał je porwać musiały wiedzieć coś cennego, a to, jak każda cenna rzecz, najbardziej interesowała pirata.
- Zapraszam na Latającą Holerę – powiedział z uśmiechem wskazując ręką właz wejściowy do łazika.
Jak Nurs przyjmie wiadomość o kolejnej porażce, co ukrywa Wiedźma, czym S.T.U.D.N.I.A doprawia swoje drinki i w jaki sposób gremlinek pielęgnuje swoje futerko. To tylko niektóre z pytań, które na chwilę obecną pozostają bez odpowiedzi.
Aga
27 grudnia 2006, 17:22
Bossssskie. Haletha, miałaś świetny pomysł! W wolnej chwilce też coś sklecę
Haletha
27 grudnia 2006, 17:25
Gdybym miała zły humor, poprawilibyście mi go:-))
Wiedźma, Dracena i Selihthira siedziały przy stoliku świeżo odremontowanej kantyny i milcząc żwawo jadły. Porcje, jakie pochłaniały, były zaskakująco duże jak na drobne i zgrabne istoty. Selithira, co nie bez zainteresowania dostrzegł Gorat, była w dodatku niezwykle młoda.
- Biedactwa - zaszemrała współczująco kadet Martva - Musiały wiele przejść.
- Wiele, czy nie, powinniśmy się więcej o nich dowiedzieć. Skąd mamy mieć pewność, że te kobiety nie zostały tu wysłane na przeszpiegi? Chociaż z drugiej strony... kto mógłby dybac na nas, uczciwych piratów? - Tom Cich podrapał się po potylicy.
- Melduję gotowość do przeprowadzenia śledztwa - zgłosił się radośnie Gorat - Mogę zacząć od tej najmłodszej.
- Dlaczego ty? - zaperzył się Rodion - Ja też mogę okazać się wielce przydatny. Proponuję...
- Przestańcie się kłócić! - Mawete ręką nakazał spokój. W kabinie zapadła względna cisza. W końcu on jest kapitanem, należy go więc słuchac od czasu do czasu - Wróg stoi u bram, wy tymczasem zamiast się zjednoczyć, wolicie swary. Opracujmy jakiś plan.
- Jaki plan?
- No nie wiem... Plan sytuacji. Liczę na to, że mi pomożecie. Skupmy się i spróbujmy go naszkicować.
- Lord Nurs z niewiadomych przyczyn zainteresował się Tort-ugą i postanowił ją zniszczyć - Lu zmarszczyła alabastrowe czoło i przeczesała włosy - Dlaczego mógł to zrobić?
W tym momencie do kantyny wpadł Pako. Był tak wzburzony, iż nie zauważył nawet, że wciąż ściska w dłoni smętne resztki komputerowej myszki. Wiedźma i Selithira uniosły głowy znad talerzy, Dracena wysunęła w zaskoczeniu rozwidlony język.
- Skandal! - zawołał łamiącym się głosem! - Nasza powieść!
- Spokojnie, chłopcze - przechodzący z tacą Studnia poklepał młodego hakera po ramieniu - Usiądź, weź głęboki oddech i opowiedz nam co się stało.
- Przeglądałem właśnie strony księgarni wysyłkowych - przemówił Pako, gdy już przestał się krztusić Mocnym Oriońskim - Szukałem tej nowej antologii poezji "Dzieła nawalonych". Z ciekawości chciałem też sprawdzić jak sprzedaje się nasza nagrodzona powieść. I wiecie, czewgo się dowiedziałem? ZOSTAŁA WYCOFANA ZE SPRZEDAŻY!
W tym momencie ciszę w pomieszczeniu zakłócały jedynie pracujące miarowo silniki i posapywanie Romulusa.
- Jak to? To przecież niemożliwe... - wyjąkała niepewnie Haletha. Sztylet, którym się bawiła, spadł na podłogę - Cenzura uznała, iż książka posiada niezaprzeczalne walory literackie i nadaje się do rozpowszechniania na terenie całego Związku. Nie można zmienić raz wydanej opinii!
Elam wstała i strząsnęła z futerka niewidzialny pyłek.
- Chyba wiem co jest tego przyczyną - wyrzekła wolno i uroczyście. Oczy wszystkich skierowały się w jej stronę. Wiedźma wstrzymała oddech.
- Przyczyną tego nie książka, ale my jesteśmy. Ktoś postanowił nas zniszczyć.
- Ale kto? I dlaczego? - Anko przestała już cokolwiek rozumieć.
- Tak dokładnie to już nie wiem. Ale musimy się dowiedzieć.
Tymczasem Fearfol pędził, a zapomniany Pierścień w najgłębiej położonym sejfie Latającej Holery zaczynał pokrywać się cieniutką warstewką kurzu.
Agi
27 grudnia 2006, 19:30
Fantastyczne Z zapartym tchem czekam na dalszy ciąg.
Fearfol
27 grudnia 2006, 19:51
2) Druga część składa się niejako z dwóch podczęści a mianowice :
2a ) Czarny Galaktyczny Jeździec Fearfol zabrał ze sobą dużą grupę ŁOGRÓW i pędził teraz przed siebie w ciemnej jak on sam chmurze energii usiłując sobie przypomnieć ostanią znaną mu pozycje Małpilusa. Alkohol powoli opuszczał jego głowę, powracały wspomnienia z Spiritus Santi - planety wódą i spirytem płynącą. Lord Nurs miał co do niego pewne oczekiwania, lecz Fearfol myślał raczej nad tym co sam może osiągnąć niszcząc załogę Latającej Holery i pomagając Nursowi podbić galaktykę, śmiał się głośno bowiem wiedział że to on specjalnie zaciągnął reszte C.G.J na popijawę , aby ich wyeliminować z gry, także on podsunął Nursowi pomysł zaatakowania Tort-ugi, wiedział już od dawna doskonale gdzie znajduje się pierścień i chciał jak najdłużej odwracać uwagę Lorda od klejnotu. Tak naprawdę niebył on zły, nie chciał żądzić i władać, niewolić gremlinki i wogóle, po prostu chciał się w końcu odgryźć wszystkim za doznane kiedyś krzywdy. Teraz jednak miał inny problem - "Holera" uciekała mu coraz bardziej , w pewnej chwili spostrzegł w oddali planetę ORLIN - z najlepszą w tej części galaktyki benzyną do statków.
Wyśmienicie, z pewnością zatrzymają się tu żeby uzupełnić benzynę - powiedział sobie pod nosem. Za mną - krzyknął do Łogrów skręcając w stronę planety
Na ORLINIE panował ruch tak jak zwykle, personel stacji krzątał się wokół pojazdów międzygwiezdnych uzupełniają 99-oktanową benzynę. Nagle i zupełnie niespodziewanie zapadła kompletna ciemność i rozległ się przeraźliwy krzyk. Ludzie pochowali się do budynków przewidując coś złego. Po chwili na planecie pojawiła się ogromna postać spowita w mrok, za nią pospadały z nieba ogromne Łogry i zaczeły niszczyć wszystko co się dało. Postać zmiotła z powierzchni planety budynek zarządu przy okazji odsłaniając pracownika dolewającego do benzyny wody, co było zakazane. lecz opłacalne. C.G.J podszedł do kierownika
- Czy był tu statek z grupą banitów Latającyą Holerą zwany ? - zapytał głosem, który brzmiał jakby tuzin igieł wbito w serce kierownika
- Nie Ppanie, nie było tu takiego - odparł drżącym głosem kierownik jednocześnie mocząc się w spodnie, ta wizyta była dla niego równie nie miła jak wizyta Urzędu Ochrony Praw Konsumenta i Sanepidu.
Dobrze, bardzo dobrze - Fearfol nigdy pierwszy nie zabijał dlatego pochylił się nad kierownikiem nisko, a ten wietrząc okazję wyciągnął młotek służacy mu do obrony przed żoną i uderzył z całej swojej siły w przeciwnika.
Teraz mam pretekst - C.G.J wicągnoł prawą dłoń do kierownika i zacisnął na szyji uśmiercając go.
Później polecił Łogrom dolanie do benzyny wody, chciał tym sposobem uszkodzić silniki Małpilusa. Kiedy wszystko było już gotowe - póścił jeszcze fireballa i odalił się na odpoczynek.
część 2b
Tym czasem Małpilus zbliżał się do wspomnianej już stacji paliw...
- Kapitanie Mawete, melduje poszłusznie zbliżamy się do ORLINU - zameldował kapitanowi Pako
- Dobrze, o.k wiara ! Jako że jestem poszukiwany w całej galaktyce zejdę na planetę i kupię ( po małej słownej perswazji ) benzynę po okazyjnej cenie.
- Ja pójdę z tobą - krzykneła Lu - kto wie co możemy tam zastać !
- Tak pirat przezorny to pirat bezpieczny, choć jeszcze jeszcze i ty Elam - z tymi słowami udał się do śluzy wyjściowej i po krótkiej chwili wszycy znaleźli się na dole
- Co to do k..( nie cenzuralnie ) nędzy ma być ?!!?
Iście zastał przed sobą obraz rodem z "Apokalipsy Według Pana Jana". Resztki stacji benzynowej wyglądały strasznie, o dziwo dystrybutory były sprawne. Dookoła walały się ciała pracowników i klientów. Lu zrobiło się bardzo smutno na ten widok.
WOW, mamy darmową benzynę możemy tankować ile chcemy i nic za to nie zapłacimy - krzyknął Mawete i rozpoczął tankowanie Latającej Holery za pomocą długiej rury.
Ja bym się tak nie cieszyła, coś jest nie tak ... - powiedziała Lu
Tak, gremlinek to czuje w powietrzu - coś mi tu śmierdzi - dokończyła Elam
A tam gadacie, śmierdzi benzyną, uuu ciekawe kto taką rozpierduche zrobił, też musimy jak przystało na piratów coś takiego odwalić.
W pewnej chwili za rogu spalonego budynku zarządu wybiegł czowiek, zbliżył się do kapitana
- Panie panie ratuj C.G.J tu przybył i łon rozwali wszytko pytał się o ciebie - lamentował
- Co to jest C.G.J ? - zamyślił się Mawete, nie ważne zapytam się Halethy lub Tom cicha już na pokładzie statku.
- Lord Nurs się tobą interesuje i ... - powiedział nędzarz
- Super, jestem coraz bardziej sławny - zachwycił się kapitan i odwrócił się od rozmówcy, podziwiał widoki i zastanawiał się ile czasu zajełoby jego bandowi zrobienie czegoś takiego
Zapewne dalsze wypadki potoczyły by się inaczej, gdyby kapitan Mawete słuchał dalej tego co miał do powiedzenia ten człowiek o chrzczonej benzynie. Lecz banici wycofali się z palnety. Kapitana Mawete dręczyło pytanie - czym jest C.G.J - nie wiedział bowiem jak wielkie niebezpieczeństwo na niego czycha, a ani Elam i Lu nie potrafili mu na nie odpowiedzieć. Jednak musiał przyznać rację swojej koleżance Lu - nigdy nie wiesz co możesz zastać na stacji benzynowej.
C.D.N - ( zrób proszę ktoś wydarzenia na statku ja się skupię na innym wątku...) Będe pisał jeden dziennie ( starał się pisać jeden dziennie ) aha i to co robie pasuje do reszty - powiedzcie proszę, no może być czy nie - pochwal ktoś mnie
Tomcich
27 grudnia 2006, 22:20
Jak dla mnie może być, tylko tego fireballa bym wykreślił. To ma być twarda SF - space opera, a nie jakieś fantasy. Lasery, statki kosmiczne itd. I jeszcze jedna rada - zainstaluj sobie Firefoxa 2, ma taką fajną i przydatną wtyczkę, która błędy ortograficzne zaznacza.
Haletha
27 grudnia 2006, 22:32
Doobre, pisz więcej!:-D
Tylko... Nie, nic. Obiecałam sobie, że nie będę się czepiać ortografii;)
- A więc moje przypuszczenia wydają się sprawdzać... - westchnął gremlinek moszcząc się na osobistym fotelu kapitana w jego kajucie. Cała reszta kompanii była już na miejscu.
- Lord Nurs pragnie nam zaszkodzić. Z przyczyn na razie osnutych mgłą tajemnicy - Rodion wiercił się na kanaoie między poduszkami - W tym celu niszczy Tort-ugę, naszą bazę i miejsce spotkań z przyjaciółmi. Następnie płaci komu trzeba, aby nasza książka zniknęła z półek księgarni i bibliotek. Napada na stację benzynową, licząc, iż nas tam zastanie. O co w tym wszystkim chodzi?
- No właśnie, też chciałabym wiedzieć - zasyczała Dracena. Syknięcie to nie było oznaką złego humoru, a jedynie typowym dźwiękiem, jaki wydają z siebie smoki, kiedy są czymś bardzo zaaferowane.
- A może - Anko zmierzyła smoczycę niebezpiecznym spojrzeniem - Najpierw to wy opowiecie nam coś o sobie? Pojadłyście już i odpoczęły, więc chyba możemy oczekiwać od was wyjaśnienia paru kwestii. Która z pań zacznie?
- Nie tak prędko! - Wiedźma wstała, a w jej pięknych oczach zamigotało oburzenie - Wszystko wskazuje na to, iż jesteśmy jedynymi żyjącymi osobami, które widziały na własne oczy zagładę Tort-ugi. Polują na nas nie znający litości ludzie Nursa. Znajdujemy się na pirackim okręcie, którego załoga jest poszukiwana we wszystkich chyba zakątkach galaktyki. Za nami kroczy śmierć, zniszczenie i straszliwy Romulus, który nie wiadomo jakim cudem pozostaje na waszej służbie. Zaiste nie mamy się czego obawiać.
- Waćpanna ma słuszność - odezwał się Mawete ze swojego miejsca na podłodze pod ścianą - My również jesteśmy wam winni pewne wyjaśnienia. Wszyscy więc po kolei opowiemy naszym drogim gościom o sobie i o tym, jak się tu znaleźliśmy. Zacznie jakiś ochotnik, czyli ty.
- Dlaczego ja?! - Haletha podskoczyła, gdyż to w nią wycelowany był palec przełożonego.
- Bo leżysz na moim łóżku. Na dodatek w butach.
- No dobra... - piratka odgarnęła z twarzy zielonkawe włosy i usiadła po turecku - Moja historia jest smutna i niezbyt zajmująca. W poprzednim życiu pracowałam krótko w telekomunikacji, potem zaś jako policyjny negocjator. Pewnego razu polecono mi porozmawiać z niejakim Stefczykiem, który dokonał skoku na bank i trzymał tam zakładników. Konwersacja jakoś nam się nie kleiła, zwłaszcza, że bandyta gadał zupełnie nie na temat, często okraszając wypowiedzi niegramatycznymi bluzgami, raniąc tym moje uczucia estetyczne. Byłam podówczas moderatorem na forum, na którym poznałam resztę drużyny, pisałam jako „Żółwik”. Pokazałam więc Stefczykowi zieloną kartkę. Opacznie to zrozumiał, więc ucięłam mu głowę. Od tamtej pory muszę się ukrywać. Obiecałam sobie jednak, że będę od niego lepsza pod każdym względem. Również pod względem skoków – dodała z błyskiem w oku.
- Moim ojcem był lord Ludwik Nieświęty – Lu wyprostowała się, a igrający w jej włosach blask dyndającej pojedynczej żarówki czynił ją jeszcze piękniejszą – Dopóki byłam dzieckiem, niczego mi nie zabraniał. Bawiłam się z dziećmi naszych poddanych, a moim najlepszym przyjacielem był Mr Bombastic, potomek strażaka i farmaceutki. On to rozpalił we mnie zainteresowanie bronią ognistą. Kiedy jednak zaczęłam dorastać i osiągać kobiece kształty, ojciec spojrzał na mnie innym wzrokiem. Ograniczył moje kontakty z przyjaciółmi, zwłaszcza płci odmiennej. Kiedy zrozumiałam, że pragnie mnie zachować dla siebie, nie było już odwrotu. Byłam wtedy zakochana w androidzie R2D2, ortopedzie. Napisał on książkę „Na końcu nogi”. Lord Ludwik rozkazał zamordować R2D2, mnie zaś zamknął w wieży, do której jedynym wejściem było okno. Na bazie popiołu z kominka oraz kwasów i jadów, których dostarczyły mi dwie dzikie kaczki, sporządziłam bombę z opóźnionym zapłonem. Wysadziłam pałac ojca wraz z nim samym. Ja zaś spuściłam się z okna po sznurze, który uplotłam ze swoich włosów.
- Pochodzę z planety Ziemniak – nieśmiało podniósł rękę Pako – uczęszczałem tam do liceum, do klasy o profilu informatycznym. Pewnego razu odrabiając zadanie domowe natknąłem się na osobisty blog sekretarki gubernatora, Comicy Pravinsky. Comica sugerowała niedwuznacznie, iż łączą ją z chlebodawcą stosunki... powiedzmy: pozasłużbowe. Zaciekawiony włamałem się do osobistego komputera gubernatora. Znalazłem tam całkiem pokaźny zbiór amatorskich filmów wideo, o treści, którą uznałem za tak interesującą, iż postanowiłem podzielić się nią z przyjaciółmi, z którymi napisałem powieść. W tym celu umieściłem zdobycz w Internecie. Gdy jednak okazało się, że bohater romantycznych filmów również zagląda na forum, wybuchła niezła afera. Wyrzucono mnie ze szkoły. Zaręczony z córką Barona 13 gubernator krzyczał, że wtrąci mnie do lochu i każe łamać kołem, a może nawet opłatkiem. Cóż miałem więc począć? Spakowałem manatki i dałem dyla.
- Kończyłem właśnie szkołę oficerską, kiedy wypiłem za dużo Oriońskiego - kapitan zdecydował się mówić - Nie do końca zdawałem sobie sprawę ze swoich poczynań. Chciałem przekazać koledze, że gram w RPG, tymczasem wziąłem granatnik przeciwpancerny RPG-76... Reszta jest milczeniem.
- Teraz ja – powiedział nieoczekiwanie Tom Cich – Pochodzę z malowniczej równiny zwanej Krainą Cichów, jako iż moja rodzina włada nią już od czasów słynnej Romy Cichockiej, która otrzymała szlachectwo za zasługi na polu nauki. Do moich przodków należy też Ion Tichy. Ukończyłem prestiżową uczelnię na kierunkach biologia i medycyna, po czym otrzymałem pracę w Galaktycznej Akademii Nauk. Moje życie zapowiadało się na spokojne i uporządkowane. Kiedy jednak powieść, którą napisałem wspólnie z tu obecną drużyną otrzymała Nagrodę Małpilusa, zabalowałem trochę za bardzo. Przyszedłem do laboratorium w stanie, delikatnie mówiąc, wskazującym. Po czym niechcący pomyliłem probówki. Wtedy...
Tom przerwał w sposób równie nagły, co zaczął. A miał ku temu powody. Lecącą dotąd spokojnym kursem Holerą nagle coś szarpnęło i zatrzęsło. Drzemiący pod drzwiami Romulus uniósł łeb i żałośnie zakwilił. Okręt stanął.
Będzie ciąg dalszy zwierzeń, prawda?;P
krisu
27 grudnia 2006, 22:46
Haletha, eee noooo ukradłaś mi pomysł. Tak jakby.
Nie, żąrtuję. Znalazłem ten temat i oczom nie wierzę. Opowiadanie o wypadku na statku kosmicznym. Postaci z naszego forum. Możecie mi wierzyć, albo nie, ale miałem ochotę coś takiego napisać jakieś półtora miesiąca temu.Taki fanfik. Też miał być statek i wybuch i nasi jako bohaterzy. Dlatego brawo.
P. S. Nie widzę siebie, to dobrze. Ufff.Chyba zginąłem w wybuchu . Mam nadzieję że miałem szybką i bezbolesną śmierć.
Tomcich
27 grudnia 2006, 22:52
krisu ty pisz kolejny odcinek, a nie giń śmiercią bohaterską.
krisu
27 grudnia 2006, 23:07
No coś Ty?! Groziłoby to bólami brzucha u czytających. A tak, zostanę pośmiertnie odznaczony orderem Virtuti Scientologji.
Studnia
27 grudnia 2006, 23:42
No to jedziemy dalej...
- Lu! - krzyknął kapitan - systemy obronne! Pako, raport o uszkodzeniach! gorat, jak tylko uruchomisz silniki manewr unikowy Delta Bravo 2587, Haletha radary! - szybkość działania mawete tak zaskoczyła załogę, że stali w miejscu zbierając szczęki z podłogi. Dla kapitana taki przykład niesubordynacji był nie do zniesienia - Ruszać się job wasza mać bo kantynę zamknę a STUDNIE wyłączę!
Taka groźba podziała na załogę jak piorun z jasnego nieba i z prędkością graniczącą z prędkością światła rozbiegła się do swoich zadań. Tylko gremlinek elam, rozglądał się z coraz bardziej podejrzliwym wzrokiem.
- Hej, załoga, a tak w sprawie Studni, to gdzie ten android?
- Jak to gdzie, w kantynie!- krzyknął Tom Cich biegnąc do izby chorych. Elam szybko sprawdziła ekrany ochrony - Nic z tego! Ta kupa rdzy otwiera zewnętrzną śluzę! Cokolwiek jest na zewnątrz on chce to wpuścić na pokład!
- Wyhodowaliśmy żmije na własnym łonie...
- Kapitanie, mam podgląd ekranów zewnętrznych - Lu uruchomiła część systemów - nie jest dobrze, to C.G.J. i ŁOGRY! Właśnie zbliżają się do otwartej śluzy!
- Elam, tu mawete. Gdzie ta zdradziecka żmija!
- Znaczy się Studnia? Nigdzie go nie widać... Otworzył śluzę i gdzieś zniknął...
Tymczasem w pobliżu śluzy C.G.J. Fearfol wydawał rozkazy Łogrom. Jako że był równie nieskomplikowany co ŁOGRY, rozkazy były także nieskomplikowane - Przeszukać statek, nie brać jeńców! Poza tym, no jak mu tam...
- Studnia, imie to STUDNIA.- rozległ się głos ze ściany tuż za Faerfolem. C.G.J. rozglądał się lekko zdezorientowany aż dojrzał jak ze ściany powoli zaczął wyłaniać się kształt nabierający człekokształtnych kształtów.
- No właśnie, Studnie pojmać żywcem i przyprowadzić do mnie! - błysnął intelektem Fearfol.
- Niby po co, sam do Ciebie przyszedłem. Mam dla Ciebie układ, zabierz tą swoją hałastrę i daj nam spokój albo Cie zniszczą...
- Ty?! Fearfol nie potrafił ukryć zdziwienia - z moją mocą Czarnego Rocka i Twardego Rapu rozbiorę Cie na śrubki!
-Słuchaj, mówię Ci poważnie, bo to co zrobię będzie dla mnie tak samo nie przyjemne jak dla Ciebie... - Studnia zwiesił głos...
- A niby co takiego... - nagle do C.G.J. dotarło co oznacza ostrzeżenie androida - Chyba nie zamierzasz... Nie nie zrobisz tego! To zniszczy mnie tak samo jak Ciebie!
- Tylko że mnie poskładają do kupy, wymienią instalację i wgrają buckup mojej osobowości. Czeka mnie tylko kilkugodzinna przerwa w pamięci...- Studnia spojrzał w stronę sufitu - Pako słyszysz mnie?
- Się wie barmanie! - wewnętrzny system łączności działał bez zarzutu - mam ten plik co kazałeś ściągnąć, tylko nie jestem pewien...
- Rób tak jak było w planie! Odetnij ten pokład, i puść nam to na głośniki!
- Ale...
- Zrób to! I pamiętaj o upgradowaniu mojego systemu przed ponownym uruchomieniem!
- Rozkaz...
Z głośników dobiegł suchy trzask, a następnie pierwsze takty dziwnej elektronicznej muzyki. Tego rockowy umysł Fearfola nie mógł znieść.
- Nie! przecież to ...
- Tak, tak Galaktyczny Jeźdźcu, najnowszy przebój Techno Polo, "Manieczki w kropeczki"...
- Rozpływam się... - bulgocząc krzyczał Fearfol
- I.. Tak... Miało... Być... -czerwony blask w oczach Studni powoli gasł - Ale... Ja... Tu... Wróceee...
No to kto następny ?
Tomcich
28 grudnia 2006, 00:55
Czegoś tak okrutnie wyrafinowanego Fearfol absolutnie nie spodziewał się. Zebrał w sobie całą moc czarnego Rocka i Twardego Rapu, ale napływ wrogich dźwięków był przytłaczający. Ostatkiem sił udało mu się wyrwać z zamkniętego pomieszczenia i nie oglądając się na pozostawionych Łogrów, którzy obrywali straszne cięgi od laserowych rusznic kierowanych pewną ręką Lu, szybko wskoczył w podprzestrzeń. Musiał gdzieś szybko się ukryć, spróbować sobie porapować i freestylować, ale wiedział jednak, że ta nieludzka melodia będzie go prześladować do końca życia, że już nic nie będzie takie same. Miał też świadomość, że ta kolejna porażka nie nastroi optymistycznie Lorda Nursa.
Tymczasem do pomieszczenia w którym odbyła się ta nierówna walka wkroczyła nasza załoga.
- Czysto - stwierdził gorat - Rodion możesz brać się do sprzątania.
- No tak, znowu ja - mruknął Rodion - jak to jest, że forpocztą chaosu jestem, a tylko porządki po waszych jatkach uskuteczniam?
Nie uzyskawszy na nie jednak odpowiedzi westchnął tylko i zawołał:
- Majtki z wiadrami do mnie! I na pokład 9 marsz!
Przez głośniki rozległ się głos mawete:
- Szybko, pozbierać mi S.T.U.D.N.I.E do kupy i przynieść go do Pako, niech mu wgra tego backupa, bo browar mi się już kończy. - Po cichu liczył też na to, że S.T.U.D.N.I.A zdradzi mu przepis na legendarną Perełkę. Na samo jej wspomnienie, na twarz mawete wypłynął szeroki i szczery uśmiech, co nie zdarzało się zbyt często i wywołało chwilową panikę wśród załogi. Po chwili jednak wszystko wróciło do normy, ponieważ kapitan przypomniał sobie, że cały czas bezwolnie dryfują w przestrzeni. Szybko podszedł do konsoli łączności i wywołał w maszynowni głównego mechanika krisu.
- Co tam się dzieje do jasnej perełki! Czemu stoimy?
- A bo jakiś popapraniec dolał nam wody do paliwa, kiedy ostatni raz tankowaliśmy. - odrzekł krisu - oby jego matka okazała się chomikiem, a ojciec pachniał golonką, oby mu piwo w lodówce stężało, oby się śniegiem oparzył, oby do podcierania tylko pokrzyw używał, żeby jego żona jeża urodziła.... - mawete wiedział, że krisu może tak długo przeklinać, miał to po swoim przodku niejakim Alu Bundy, po którym odziedziczył również parę skarpetek (przechowywaną jak relikwia w kajucie krisu przez co nie miał on problemów z robactwem, ani zbyt częstych odwiedzin gości) oraz zamiłowanie do melonów i bakłażanów.
... żeby mu bakłażany zamiast...
- Starczy krisu - przerwał mu mawete - powiedz tylko kiedy będziemy mogli ruszyć.
- Za jakieś cztery godziny. -rzekł ponuro krisu- Trzeba całe paliwo przedestylować. Przy okazji uruchomiliście już S.T.U.D.N.I.E? Przydałby mi się do destylowania.
- Jeszcze nie, ale pracujemy nad tym - odrzekł mawete i rzucił okiem na łóżko gdzie leżał S.T.U.D.N.I.A podpięty do jakiś kabelków, otoczony czułą opieką gremlinka który był bardzo wrażliwą istotą i odczuwał pewne wyrzuty sumienia, z tej racji, że podejrzewał S.T.U.D.N.I.E o zdradę.
- Tak więc mamy co najmniej cztery godziny wolnego czasu - rzekł mawete - możemy więc wrócić do przerwanej opowieści. To czyja teraz kolei?
Rodion
28 grudnia 2006, 01:22
W... się ja sprzątam
Studnia
28 grudnia 2006, 05:58
Tomcich
otoczony czułą opieką gremlinka
Blondynki, brunetki, gremlinki ja wszystkie was całować chcę...
elam
28 grudnia 2006, 06:26
Rodion, alez ty zarzadzasz cala ekipa porzadkowa
napisz cos od siebie...
i tylko tak dalej, panowie
Tomcich
28 grudnia 2006, 09:46
Rodion - pretensje do Elam, ona Ciebie pierwsza w sprzątanie wrobiła.
Rodion
28 grudnia 2006, 09:58
I jako rzecze dobra księga: Zemsta będzie moją!
Tylko znajdę ten najbardziej bezlitosny ołówek A wtedy futro się posypie na wsze strony
Haletha
28 grudnia 2006, 10:38
- Zanim okręt stanął - podpowiedziała Haletha - Tom zamierzał właśnie wyjawić nam co się stało, gdy zamienił probówki w laboratorium. Tak się składa, że nigdy tego nie opowiadał, a ja jestem niesamowicie ciekawa dalszego ciągu!
- Nie teraz - Anko była stanowcza, jak zawsze - My tu gadu gadu, a kwestia lorda Nursa i jego gończych wciąż pozostaje otwarta. Pako, skocz no do swojej kajuty i zajrzyj do Kosmopedii. Skoro nie możemy liczyć na własną przenikliwość, może chociaż stamtąd się czegoś dowiemy.
- Koleżanka ma rację - Rodion przypomniał sobie o prerogatywach pierwszego oficera - Pako, wykonać! Krisu pójdzie ze mną do maszynowni, gdzie sprawdzimy co tak naprawdę było przyczyną awarii. Lu, Gorat, zróbcie coś z tym Romulusem, znowu zaczyna piszczeć.
Reszta do hamaka. Potem...
- Potem zaś - wszedł mu w słowo kapitan - Spotykamy się wszyscy w kantynie i robimy burzę mózgów.
Fearfol
28 grudnia 2006, 14:49
TYM RAZEM PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY ORTOGRAFICZNE dlaczego ? - wyjaśniłem to na końcu tego odcinka
Część 3a
Po kilku godzinach postoju silniki Małpilusa zaterkotały wesoło i statek ruszył w dalszą podróż. Paliwo zostało już w większości przedestylowane i piraci mogli kontynuować swoją ekspedycję. Część załogi razem z kapitanem zebrała się w kantynie, aby omówić wydarzenia z kilkunastu ostatnich godzin. Na naradę zaproszone zostały oficjalnie Wiedźmy, Mawete uważał, że mogą one powiedzieć kilka istotnych faktów.
- Najpierw Krakers i Romulus, teraz C.G.J i Łogry - rozpoczął Tom Cich - wiemy także, że interesuje się nami Lord Nurs, więc jednym słowem mamy przesrane - dokończył naukowiec
- A właśnie, co to właściwie jest C.G.J ? - pytanie to kłębiło się w umyśle kapitana, lecz w wirze zdarzeń nie miał czasu go zadać
- Ekhm - wtrąciła haletha - skrót C.G.J pochodzi od Czarnego Galaktycznego Jeźdzca, są to duchy sławnych ludzi uwięzione mocą Lorda Nursa w postaciach niespokojnych dusz. Dużo czytałam na ich temat, są to bardzo niebezpieczne i przebiegłe zmory. Mogę Was pocieszyć wiadomością, że tylko przegnaliśmy Fearfola, on z pewnością wróci, a nasza S.T.U.D.N.I.A jest w rozsypce - głos halethy przybrał dziwnie ponury ton
- Ale czego on tu szukał ? - głowił się Rodion
W pomieszczeniu zapadła głęboka cisza, słychać było tępy szum pracujących wentylatorów i dalekie echo dźwięku pracy silników. Nikt z obecnych nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. W pewnej chwili ciszę przerwał krzyk dobiegający z korytarza oraz odgłosy buciorów walących o pokład. Do pomieszczenia wpadł zdyszany Pako trzymając w ręku kilka kartek wydruku z Cyber-Wiki.
Mam ! Wiem już czego szukał tu C.G.J i dlaczego interesuje się nami Nurs ! - krzyczał podekscytowany Pako już w progu kantyny.
Co wiesz ? - zagadneła Lu, której miano Fearfol coś mówiło jednak nie mogła sobie narazie przypomnieć dokładnie co.
Otóż, C.G.J na usługach Lorda Nursa szukał na naszym statku tego klejnotu, który przyniosła ze sobą S.T.U.D.N.I.A ... - chciał kontynułować Pako lecz został uciszony
Haha wiedziałem żę coś knuje, niech tylko dojdzie do siebie, a ja już sprawię że wyśpiewa nam całą prawdę - Kapitan Mawete już zacierał ręce na myśl o torturach które zada maszynie - dla dobra całej załogi oczywiście.
W tym momencie naradę przerwano, a wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek, wszyscy ?- Nieee, Pako poczekał, aż reszta załogi rozejdzie się do swoich kajut i powoli udał się do pomieszczenia, w którym trzymano JEGO. Rozglądając się jeszcze dla bezpieczeństwa za siebie otworzył skarbiec i wyjął z niego pierścień, w mgnieniu oka zmalał on tak, że mieścił się bez trudu na palcu Pako. Haker walczył długo w sobie, lecz w końcu założył klejnot na palec.
Gdy otworzył oczy znalazł się w przestrzeni kosmicznej, było to dla niego o tyle dziwne, że swobodnie odychał i mózg nie wyciekał mu przez nos. Spojrzał na wschód i w oddali zobaczył gorejącą postać Lorda Nursa, nadludzką siłą zdjął pierścień z palca i odłożył go do skarbca, był tak wystraszony że nie mógł później zasnąć...
część 3b
( Przeczytajcie proszę to nie rap, to jest bardzo pomocne w opowieści )
Czemu się czuję, jakby to była noc?
Coś tutaj jest nie tak
Czemu jestem dziś taki spięty?
Paranoja to wszystko, co mi zostało
Nie wiem co najpierw wywarło ten nacisk
Co sprawiło że presja wzrosła
Słyszę głosy w swojej głowie
To jest jak twarz, którą mam w sobie
Twarz, która się budzi kiedy zamykam oczy
Twarz obserwuje kiedy kłamię
Twarz, która się śmieje za każdym razem gdy upadam
(I obserwuje wszystko)
Więc wiem kiedy jest czas by tonąć lub płynąc
Ta twarz wewnątrz nasłuchuje mnie
Tuż pod moją skórą
Oglądam się za siebie jakbym był paranoikiem
To jak trąba powietrzna w mojej głowie
To tak jakbym nie mógł zatrzymać tego, co słyszę wewnątrz
To tak jakby ta twarz wewnątrz była tuż pod skórą
i słyszę jak ciągle krzyczy słowa : "Manieczki w Kropeczki"
- Nieee Eeeeee , NIE - Fearfol miotał się próbując poskładać w głowie słowa "Papercut" LP,
słowa jednak mu uciekały, gubił rym i poczucie rytmu, wspomnienia klęski jakiej doznał na Latającej Holerze dawały mu się nieźle w kość.
Musiał odpocząć, alkohol już opuścił jego głowę. Nie obchodziło go na jakiej planecie wylądował, ani gdzie jest Małpilus. Wyciągnął z kieszeni ostatnią paczkę Tabaki, zaaplikował sobie wszystko co było w pudełku - proszek przetkał jego drogi oddechowe. Katar, którego nabawił się podczas szaleńczej ucieczki ustąpił. Fearfol powoli odpływał niesiony rytmem... . Jednak coś znów nie pozwalało mu zasnąć, zerwał się na nogi zauważył w oddali hakera Pako mającego na palcu pierścień. C.G.J czuł, że klejnot go wzywa, jednak nie miał jeszcze tyle siły, tabaka przytępiła jego zmysły. Lord Nurs sprawił, że nabrał jeszce większej mocy, lecz zakazał mu narazie zbliżania się do piratów.
C.D.N
( kolejny mały krok, dla opowieści, ale wielki krok dla ludzkości. ) Sciąga mi się word, stary się popsuł, więc ten odcinek jest jeszcze z błędami - jestem dyslektykiem, przeczytałem tekst dwa razy i poprawiłem wszystko co znalazłem.
Haletha
28 grudnia 2006, 15:12
Przeedytowałam mój poprzedni odcinek, żeby pasował do reszty;-)
Tomcich
28 grudnia 2006, 15:39
Niezłe Fearfol
OK tworzę dalszą część.
Studnia
28 grudnia 2006, 16:01
Fearfol, Boskie...
Tomcich
28 grudnia 2006, 16:40
Odcinek retrospektywny
Nad ranem wszyscy zgromadzili się w pokoju w którym spoczywał wciąż nieprzytomny Studnia
- Martwię się o niego – powiedział mawete, choć szczerze mówiąc bardziej martwił się o kończące zasoby Oriońskiego – jak długo to może jeszcze potrwać Pako?
- Jeszcze jakąś godzinkę, nie chcę aby w kopiowanych danych były jakieś błędy albo ubytki, to byłoby wysoce niepożądane. – stwierdził Pako i skrzywił z bólu. Głowa pękała mu od samego ranka, mgliście pamiętał że coś wydarzyło się w nocy, o czym powinien pamiętać. Ale co? Odczuwał w swoim umyśle jakby jakiś niepokojący głos. „Pako jestem Twoim ssskarbem, chodź i weź mnie. Należę tylko do Ciebie. - Ostatni raz słyszał podobne słowa od niejakiej Atalanty w domu schadzek, który odwiedzali całą piracką załogą. Nie wiedział, że to pierścień zsynchronizował swoją emisję z jego falami mózgowymi i stara wykorzystać go do swoich celów.
- No to mamy godzinkę czasu co najmniej zanim zaczniemy przesłuchiwać Studnię – rzekł z uśmiechem mawete, to nie to żeby był jakimś sadystą, po prostu dawno nikogo nie podduszał za ślinianki. Dodatkowo odczuwał pewien niepokój, czy Studnia jako android ma w ogóle ślinianki? Ale o tym miał nadzieję przekonać się za godzinę.
- No to może wreszcie Tom Cich dokończy swoją opowieść - zaproponowała Haletha – bo w takim tempie, to każdy odcinek będzie się w podobny sposób kończył.
- No cóż – stwierdził Tom Cich wywołany do tablicy – skoro sobie życzycie mogę Wam to opowiedzieć, jednak historia jest mało ciekawa i przez to nudnawa.
Oczywiście wszyscy przez grzeczność zaprzeczyli, ale ukradkiem przygotowali sobie miększe i wygodniejsze miejsca na wypadek przyśnięcia. mawete rozłożył się w swoim fotelu, a Wiedźma przytuliła do Romulusa i zaczęła go drapać za uszkami, co ten skwitował rozkosznym mruczeniem, które chwilowo przytłumiło wszelkie dźwięki i spowodowało rozbicie szklanek stojących na stoliku.
– Jakie to szczęście, że piję piwo prosto z puszki – pomyślał mawete biorąc łyk Oriońskiego z szybko opróżnianego pojemnika, co ponownie wzbudziło w nim falę niepokoju.
Tom Cich rozpoczął
- Jak już wspominałem niechcący pomyliłem probówki, zamiast probówki z bakteriami mlekowymi, idealnymi na kaca, wziąłem do ręki wynalazek mojego życia – tu zawiesił głos na chwilę – a mianowicie zmutowane bakterie produkujące najlepszej jakości koniak bezkacowy ze zwykłej wody. I taki to wynalazek niechcący wylałem do zlewu – tu głos mu się załamał na wspomnienie tego traumatycznego przeżycia. – Możecie sobie wyobrazić, co się stało, gdy moje bakterie trafiły do ścieków. Zaczęły się tak intensywnie namnażać, że po tygodniu na całej planecie nie było kropli wody, za to wszędzie w oceanach, morzach, rzekach i kranach płynął wyłącznie koniak. Oczywiście niektórzy mieszkańcy uznali mnie za Boga i Mesjasza objawionego, który stworzył im raj na ziemi, jednak większość odnosiła się do mnie dość nieprzychylnie. Sytuacja po pewnym czasie się ustabilizowała – mieszkańcy zaczęli sprowadzać z sąsiednich planet wodę w stanie liofilizowanym, w zamian płacąc koniakiem, ale ja jednak postanowiłem po cichu opuścić tę planetę. Spieniężyłem co się dało, zostawiłem tam swój domek z ogródkiem.
- Domek z ogródkiem – westchnął cicho gremlinek i przeniósł swój rozmarzony wzrok z powoli odzyskującego świadomość Studnię na Tom Cicha
- Jak się pewnie domyślacie Latająca Holera nie jest pierwszym statkiem pirackim, na jakim służę. Aby się wydostać z planety zamustrowałem się na pokład „Pyry oceanu”. Statkiem tym dowodziła niejaka Agi55 pochodząca (jak i większość jej załogi) z planety Pyrlandii. Jest to kobieta zjawiskowo piękna, o urodzie anioła ze starego filmu, który kiedyś oglądałem na kanale historycznym, lecz duszy skorpiona. Potrafiła w jednej chwili mrugać do Ciebie oczkiem jak rozkoszny mały kociak, by za chwilę użądlić z szybkością polującej tarantuli. Rozkochiwała w sobie mężczyzn, łamała im serca, odbierała całe majątki i odchodziła ze śmiechem zostawiając ich w samych gaciach (a czasami nawet bez). W załodze byli m.in. też niejaki hjeniu ekspert piroman, o wyglądzie złośliwego karzełka, ekstrawagancko ubranego w czerwoną czapeczkę i pieluchę z nieodłączną bombką w ręku i krzywym uśmiechem na twarzy. ŁOGR Adashi rozmiłowany w cyberpunku i komputerach, znakomity nawigator, czy Sasori – pokładowa maskotka żyjąca w kuble na śmieci, która nieźle potrafiła zajść za skórę swoim językiem, jak i dać w skórę w miarę potrzeby. Problem z nimi polegał na tym, że porozumiewali się jakimś dziwnym językiem, więc kiedy ktoś do mnie mówił: „Fyraj stąd guło jedna, a nie kieluj się jak do sera” na wszelki wypadek oddalałem się pospiesznie. – Tu Tom Cich przerwał na chwilę i popatrzył na swoich słuchaczy z których większość już zgodnie pochrapywała, ale ponieważ kilku było jeszcze jako-tako świadomych postanowił kontynuować.
- Wędrowałem z nimi 5 lat, w końcu nasza „Pyra” wylądowała na planecie Lubla. Gdy nadszedł czas odlotu tzn. Agi55 rozkochała w sobie wszystkich facetów, połamała im serca (a niekiedy i inne części ciała, jeśli byli zbyt napastliwi) i wyciągnęła od nich forsę, postanowiłem w ostatni wieczór ruszyć na miasto. Nogi same zaniosły mnie do „Karczmy pod Zdechłym Smokiem”. Mimo podszeptów swojego instynktu by tam nie wchodzić, poprawiłem miotacz laserowy wiszący na pasku i zrobiłem krok do środka. W pierwszej chwili zauważyłem kufel lecący z moją stronę, w drugiej już wyłącznie ciemność i głos jak zza mgły: „Ja tam nie biję, bo mi za to nie płacą”.
Gdy się ocknąłem i otworzyłem oczyznajdowałem się już na pokładzie Holery. Nade mną pochylał się gremlinek, który powiedział: „Przeżył powitanie, a więc może będą z niego jeszcze jacyś ludzie” mawete zaś dorzucił: „Ciekawe ile za niego wyciągniemy na targu niewolników, na specjalnie silnego, czy inteligentnego nie wygląda.”
„Ale ma może jakieś inne walory” – powiedziała Lu zalotnie mrugając powiekami i poprawiając skromnie swój różowy kombinezon. „Hmmm, może i ma” – uśmiechnął się gremlinek
Tak więc zostałem przez Was powitany, dopiero później dogadaliśmy się, że jesteśmy autorami naszej powieści pisanej za pośrednictwem sieci międzygalaktycznej i dopiero teraz mieliśmy okazję poznać się osobiście. Żałuję tylko, że nie miałem okazji pożegnać się z załogą „Pyry”, ale może jeszcze nasze drogi się skrzyżują – zamyślił się Tom Cich.
W tym momencie przebudził się Studnia, co rozbudziło również i resztę załogi.
- Hasta la vista Fearfol, mówiłem że tu jeszcze wrócę.
- No to jest najwyższa pora – rzekł mawete-bo browara już nie ma. Studnia czyń swoją powinność! Oriońskie mocne raz! QCF!
DING – odezwał się brzęczyk łączności wewnętrznej.
- Czego tam! – spytał grzecznie mawete
- Tu krisu melduję, że wszystko przejrzane, a paliwo przedestylowane nawet bez Studni. Jakbym was poprosił o jakąś grubą babę o wielkich stopach to byście ją od razu podesłali! – krisu był w swoim standardowym nastroju – A teraz biorę swoją gazetkę „Wielkie Melony” i idę tam, gdzie mężczyzna może mieć odrobinę spokoju!
- OK., Dzięki krisu choć tę ostatnią informację mogłeś zachować dla siebie – odpowiedział mawete – no to cała naprzód gorat. A my tu zajmiemy się rozmową z naszym ozdrowieńcem. – dodał patrząc na Studnię serwującego drinki w taki sposób, że ten odruchowo i nerwowo potarł okolice ślinianek.
Statek powoli nabierał rozpędu....
krisu
28 grudnia 2006, 16:50
Wszelka zbieżność nazwisk przypadkowa...
Studnia
28 grudnia 2006, 16:51
No jak rany, aż strach pomyśleć co wymyślicie dalej... Sam bym coś napisał, ale... No powiedzmy że idę na łyżwy
hjeniu
28 grudnia 2006, 17:23
Też bym coś napisał, ale ni cholery nie potrafię Ekspert piroman? Mła? Ale ja tylko w celach rybackich
Tomcich
28 grudnia 2006, 17:36
hjeniu ja też pisać nie potrafię Nigdy wcześniej nic nie napisałem Dalej do klawiatury, im nas więcej będzie pisać tym ciekawiej. Mam tylko nadzieję, że nikt się nie obraża, na razie niektórzy bohaterzy nawet słowa tu nie skreślili.
krisu
28 grudnia 2006, 17:45
[Pesymist mode on] W tym tempie zabraknie nam miejsca na serwerze do końca stycznia [Pesymist mode off] I piszcie wolniej, nie nadążam zaczytywać odcinków w przeglądarce. Proszę?
Agi
28 grudnia 2006, 19:37
Tomcich, popłakałam się ze śmiechu
Fearfol
28 grudnia 2006, 20:28
Rodion
I jako rzecze dobra księga: Zemsta będzie moją!
Tylko znajdę ten najbardziej bezlitosny ołówek A wtedy futro się posypie na wsze strony
Ale to świetny pomysł, rysunki postaci byłyby bardzo pożądane, naprawdę ! Tylko że najlepiej zgodne z opisem przedstawionym w opowieści, ( no możesz się Drogi Rodionie podpierać Awatarami ). Fajnie sprawa takie portrety bohaterów. ( ciekawe jakby wyszedł Ojciec Redaktor )
Dziękuję za słowa uznania, muszę się przyznać że kiedyś nawet próbowałem pisać opowiadanie ( zachęcony prozą zamieszczoną w SF ) lecz zrezygnowałem z braku czasu, było to dość dawno temu. Chyba kupie sobie Eragorna - przeczytam zanim obejrzę ekranizację.
Haletha
28 grudnia 2006, 20:46
Mam już pomysł na historię Studni! Dajcie dwadzieścia minut:)
Ech, Lorda Nursa to może nawet sama narysuję. Lubię takich szwarccharakterów;-)
Agi
28 grudnia 2006, 20:50
Skopiowałam tekst do jednego pliku - jest już 16 stron
Ja jestem raczej czytelnikiem, niż ałtorem, ale będę Wam kibicować
Tomcich
28 grudnia 2006, 20:55
Agi55 nie bądź taka, opowiedz nam coś o swoich przygodach na "Pyrze oceanu"
Agi
28 grudnia 2006, 20:59
Tomcich chcesz żebym dostała wieczystego bana z Forum
Strona
1 z
8 •
1,
2,
3,
4,
5,
6,
7,
8